Co o nim myślę-krem na blizny

Dziewczyny,
o marce Solange Laboratories już wspominałam na swoim blogu. Dziś krótko opiszę jak sprawdził się u mnie krem do redukowania blizn. Na rynku do tej pory brakowało kosmetyków, które są dedykowane problemom skórnym, stworzone linie kosmetyków oparte są na sprawdzonych surowcach, aby były bezpieczne i skuteczne. Może Was zainspiruje do wypróbowania. Krem należy stosować codziennie, aby uzyskać oczekiwany efekt, przeciwwskazaniem do jego aplikacji jest uszkodzona skóra, która po prostu szczypie.
Lekka konsystencja szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu. Zapachu nie umiem określić jest bardzo przyjemny. Krem nakładam punktowo na przebarwienia po przebytym trądziku oraz na blizny na nogach po wrastających włoskach po depilacji. Przy dłuższym stosowaniu skóra stała się rozjaśniona, nawilżona i wygładzona. Unikalne połączenie składników aktywnych sprzyja poprawie wyglądu istniejących blizn i przebarwień a więc:
Bawełna, która regeneruje naskórek oraz chroni przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi
Hydroxyprolisilane(aktywator młodego kolagenu) przyśpiesza gojenie się ran
Pantenol regeneruje skórę i wycisza stany zapalne
Skwalan uelastycznia, regeneruje oraz wspomaga redukcję przebarwień
Witamina E to antyoksydant neutralizujący wolne rodniki, zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry oraz spowalnia zmiany już występujące. Krem nie zawiera silikonu, sztucznych zapachów ani barwników. Aplikując go na większe partie ciała myślę o nogach nie jest zbyt wydajny.
Podsumowując, kolejny krem marki Solange Laboratories spełnia swoje zadanie i u mnie się sprawdził. Piszcie w komentarzach czy znacie nowość tej firmy.

Pielęgnacja skóry kosmetykami BIOLONICA

Dziewczyny♥

BIOLONICA to polska firma kosmetyczna zajmująca się produkcją kosmetyków opartych na roślinnych komórkach macierzystych. Jako zwolenniczka naturalnych metod pielęgnacji ucieszyłam się, że mam okazję bliżej im się przyjrzeć. Jeśli jesteście ciekawe czy się u mnie sprawdziły zapraszam do dalszej części wpisu.


Krem pod oczy

Kremik przeznaczony jest do każdego typu skóry po 30-tce. Urocze opakowanie z pompką ułatwia jego aplikację. Kremowa lekka formuła pięknie pachnie i szybko się wchłania. Nie pozostawia lepkiej warstwy. Idealnie sprawdza się pod makijaż. Krem nie wywołał u mnie podrażnienia ani innego dyskomfortu. Regularne stosowanie łagodnie wpływa na kondycję naszej delikatnej skóry pod oczami, skóra z czasem staje się miękka, odżywiona i nawilżona. Trzy najważniejsze składniki kremu, które zbawiennie wpływają na naszą skórę:

›roślinne komórki macierzyste z jabłoni mają za zadanie chronić komórki naskórka i skóry właściwej przed starzeniem, regenerują naszą skórę i bronią ją przed szkodliwym wpływem środowiska
›ekstrakt z grejpfruta dzięki witaminie C działa odprężająco i tonizująco, wzmacniając przy okazji słabe naczynka krwionośne. Rozjaśnia i rozświetla skórę.
›masło Shea posiada właściwości nawilżające, natłuszczające i wygładzające.

Cenię go wydajność, jabłuszkowy zapach i odżywcze działanie.

Krem do rąk

Tubka regeneracyjno-odżywczego kremu cieszy oko ze względu na prosty design i łatwość aplikacji. Krem jest dla mnie idealną propozycją, gdyż moja skóra dłoni ze względu na częste mycie wymaga szczególnej pielęgnacji. Lekka, nietłusta konsystencja szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu. Krem zmniejsza uczucie suchości i szorstkości skóry. Nawilża, odżywia, regeneruje, chroni skórę przed działaniem czynników zewnętrznych. Formuła oparta na naturalnych roślinnych surowcach przekonuje mnie, że jest to dobry wybór i będę mogła cieszyć się skórą, która na dłużej pozostanie w dobrej kondycji.

Podsumowując, kosmetyki marki Biolonica pozostaną ze mną na dłużej, wykorzystane komórki macierzyste z jabłoni (stem cells) są odkryciem w naturalnej pielęgnacji. Dzięki niej nasze komórki mają szansę na autonaprawę, regenerując się i odnawiając. Kosmetyki możemy zakupić za przystępną cenę na stronie producenta; dodam, że marce przyznano Certyfikat Kobieca Marka Roku 2018, za stworzenie kosmetyków, które wzbogacają rynek kosmetyczny o nowe rozwiązania. Marka również oferuje kosmetyki dla mężczyzn.

 

 

Ulubieńcy ostatnich kilku tygodni

Dziewczyny,

coraz częściej sięgam po naturalne i polskie kosmetyki, które kuszą mnie zapachami, składami, fakturami i to że są wykonane ręcznie. W ostatnich tygodniach miałam okazję zapoznać się z kilkoma polskimi markami, które zdecydowanie skradły moje serce, opisane przeze mnie kosmetyki mają swoją premierę na moim blogu. Post dedykuję miłośniczkom naturalnych składów i nietuzinkowych zapachów.

Manufaktura ”Z natury lepsze” jest niewielką firmą, która tworzy naturalne kosmetyki, w ofercie odnajdziemy kule do kąpieli, cukrowe peelingi, musy, mydła i oleje. Wszystkie są produkowane ręcznie, bez konserwantów, sztucznych barwników i aromatów. Są wegańskie i wegetariańskie.

Serum Geranium&Szałwia jest olejowej konsystencji o ziołowym delikatnym zapachu, szybko się wchłania w skórę. Pozostawia delikatny tłusty film. Idealny dla skóry suchej i mieszanej. Kilka tygodni regularnego stosowania sprawi że skóra stanie się nawilżona, jaśniejsza i wygładzona.  Serum działa antyoksydacyjnie. Moje obawy co do zapychania strefy T nie były uzasadnione, ponieważ olejek nie wywołał u mnie żadnych dodatkowych niedoskonałości ani wysypu krostek. Najlepiej stosować go jednak na noc, aby pozwolić mu się dobrze wchłonąć. Jego zaletą jest lekka konsystencja, sprawnie działająca pipetka, wydajność oraz cena.

Dzięki witaminie C i E oraz olejowi z orzechów laskowych, olejku makadamia, olejku arganowego, olejku z czarnej porzeczki, olejku jojoba działamy kompleksowo na skórę; czyli uelastyczniamy,regenerujemy,wygładzamy,zmiękczamy,natłuszczamy,rozjaśniamy przebarwienia i łagodzimy stany zapalne.

Lekki mus Grejpfrut&Lawenda to połączenie masełka z puchem, zapach jest świeży, wyczuwalne są nuty lawendy.  W zetknięciu ze skórą mus rozpuszcza się, szybko wchłania się w skórę, nie pozostawia tłustej warstwy. Jest to uniwersalny kosmetyk, należy go aplikować regularnie; dzięki czemu uzyskamy nawilżoną i odżywioną skórę. Skład musu: masło shea, olej ze słodkich migdałów, olej jojoba, gliceryna, olejki eteryczne grejpfrutowy, lawendowy, witamina E.

Mydełko „Lawendowe Pole” delikatnie oczyszcza, usuwa zabrudzenia i co najważniejsze nie wysusza skóry. Jest to mydło potasowe, które działa antyseptycznie i zmiękczająco. Olejek jojoba,  migdałowy, witamina E dbają o dobrą kondycję skóry. Olejek lawendowy uspakaja, relaksuje i łagodzi nasze nerwy.

Kosmetyki kupimy na stronie producenta.

 

Ajeden to mała rodzinna manufaktura mydła i miodu. Faktura, kształt, zapach mydełek cieszą moje oko. Urzekają mnie pachnące, kolorowe kwadraciki, które mają w sobie same dobro.

Mydełka robione są metodą „na zimno” czyli łączy się ze sobą składniki w niskiej temperaturze, tak aby jak najwięcej dobrodziejstw olei roślinnych i innych dodatków pozostała w mydle. Następnie mydełka leżakują od 4-6 tygodni, ich skład jest oparty na olejach, bez sztucznych barwników, zapachów, konserwantów lub substancji, które utwardzają czy spieniają mydło.

Mydełko z pyłkiem pszczelim oraz mydełko z czekoladą sprawdziły się u mnie rewelacyjnie. Uwielbiam ich używać:) 

Oba mydełka delikatnie się pienią, cudownie pachną, skutecznie doczyszczają skórę, nawilżają, natłuszczają, są idealne do każdego rodzaju skóry. Uelastyczniają skórę, wzmacniają naturalną barierę ochronną skóry. Mydło czekoladowe pozostawia delikatny film na skórze, który odpowiednio nawilża i odżywia.

Skład mydełka z pyłkiem pszczelim: zmydlony zrównoważony olej palmowy, kozie mleko, zmydlony olej kokosowy, olej rycynowy, pyłek pszczeli.

Skład mydełka czekoladowego: zmydlona oliwa z oliwek, kozie mleko, zmydlone: olej kokosowy, olej z otrąb ryżowych, nierafinowane masło kakaowe, gorzka czekolada, zmydlony olej rycynowy, zrównoważony olej palmowy, kakao.

Mydełka są w cenie około 20zł, dostępne na stronie producenta.

Krem do rąk Make me Bio jest kosmetykiem w 100% naturalnym, bez konserwantów, sztucznych zapachów ani barwników. Pachnący kremik zapakowany jest w smukłym pojemniczku z pompką, składniki zawarte w kremie działają nawilżająco, kojąco, regenerująco. Krem bogaty jest w naturalne olejki i masła; oliwa z oliwek, masło mango, masło kakaowe, ta mieszanka uelastycznia, odżywia i wygładza skórę dłoni. Zapach jest delikatny, skóra dłoni po aplikacji staje się miękka i gładka.

Peeling z migdałami i białą glinką zauroczył mnie fakturą, innowacyjny proszek w połączeniu z wodą lub mlekiem delikatnie oczyszcza i złuszcza skórę. Skóra po aplikacji staje się gładsza, odświeżona i ujednolicona. Pozostałe składniki takie jak owies, cynamon, olejek z pestek słonecznika działają antybakteryjnie, przeciwzapalnie i nawilżająco. Idealny dla każdego rodzaju skóry, nie podrażnia i nie uczula.

Kosmetyki dostępne są na stronie producenta oraz drogeriach internetowych.

Dziewczyny, a Wy jakie zużyłyście ostatnio kosmetyki? Piszcie w komentarzach!

BAZA POD MAKIJAŻ WYGŁADZAJĄCO-MATUJĄCA INGRID-CO O NIEJ SĄDZĘ?

Dziewczyny♥

w ramach barterowej współpracy z drogerią horex.pl stałam się testerką kosmetyków, wylosowano dla mnie bazę pod makijaż wygładzająco-matującą marki Ingrid. Krótka, ale rzetelna recenzja mam nadzieję, że zachęci Was do wypróbowania i będziecie tak jak ja zachwycone jej jakością.

Baza zamknięta jest w szklanym pojemniczku z pompką, higieniczna opcja i wydobywamy tyle produktu, ile sobie życzymy. Konsystencja jest gęsta i silikonowa, szybko się wchłania w skórę, cera po aplikacji staje się wygładzona, a pory są mniej widoczne. Formuła jest beztłuszczowa i bez zapachu. Matuje skórę na wiele godzin, nieźle współpracuje z pudrem matującym oraz podkładem mineralnym, który aplikuję codziennie, gdy się maluję. Baza nie wywołała u mnie przesuszenia ani wysypu nowych niedoskonałości, dodatkowo nie zapycha, nie wywołuje zaczerwienienia ani podrażnień.

Warto się nią zainteresować, ze względu na trwałość, łatwość w aplikacji i wydajność. Cena około 20 zł w drogerii www.horex.pl

Napiszcie w komentarzach, czy baza trafiła w Wasze ręce i co o niej sądzicie.

 

Minerały Amilie

Cześć Dziewczyny♥
dziś przyglądamy się marce Amilie Cosmetics, która oferuje kosmetyki w 100% mineralne, pozbawione konserwantów i innych szkodliwych chemicznych dodatków. Dzięki mineralnym produktom skóra swobodnie oddycha, budujemy odpowiednie dla siebie krycie, aplikacja nie sprawia kłopotów. Udało mi się przetestować kosmetyki, dzięki którym uzyskałam lekki i subtelny makijaż. Kosmetyki Amilie zapakowane są w zgrabne plastikowe pojemniczki. Sitka ułatwiają aplikację, dzięki której wysypujemy potrzebną ilość pyłku. Kosmetyki sypkie nakładam metodą stemplową przy użyciu pędzla kabuki.
 Moja opinia:
Podkład Jojoba Cashmere
Konsystencja jest lekka, miałka, drobno zmielona. Możemy budować efekt krycia, nawet do średniego. Głównym zadaniem podkładu jest zapewnienie krycia bez efektu maski, które jest bez zarzutu, moja skóra wygląda na rozjaśnioną, bez mocnego matu. Polubiłam go za trwałość, ale nie uzyskałam zakrycia rozszerzonych porów. Całkiem nieźle współpracuje z pudrem matującym. Zaintrygował mnie jeden składnik, a mianowicie olejek jojoba, który nawilża, działa przeciwzapalnie i wspiera regenerację naskórka. Podkład nie wywołuje podrażnień, uczulenia ani wysypu niedoskonałości. Producent dedykuje go dla cery z pierwszymi oznakami starzenia, jak również do cery trądzikowej, wrażliwej. Chłodne tony brązowo-beżowe dobrze stapiają się ze skórą, niestety w ciągu dnia podkład zbiera się w liniach uśmiechu.

Różo-rozświetlacz Tip Top

Konsystencja jest lekka i jedwabista w kolorze jasno różowym z mieniącymi się srebrnymi drobinami. Srebrno-różowa tafla, która pojawia się na policzku jest dość mocno widoczna. Trzeba uważnie nakładać produkt, ze względu na mocną pigmentację. Uzyskałam efekt rozświetlonych, zdrowych i naturalnych rumieńców. Dołączam do grona jego fanek ze względu na trwałość i pigmentację.

Bronzer Soft-Bronze

Konsystencja jest aksamitna i drobno zmielona, odcień jest matowy bez drobinek. Neutralna tonacja dla mnie okazała się zbyt ciemna. Pojawia się na mojej skórze spora plama i nie jest to zbyt estetyczne. Aplikacja, w tym blendowanie wymaga wprawy, dobrze stapia się ze skórą i jest wodoodporny. Kolor widoczny jest cały dzień, nie wymaga poprawek. Polubiłam go za pigmentację i trwałość.

Puder matujący Angel Dust

Lekki, aksamitny pyłek, który pomimo białego koloru na skórze staje się całkowicie niewidoczny, stapia się ze skórą i nie bieli. Daje matowe wykończenie, ale nie powala trwałością. Moja skóra być może nietypowo się wyświeca, bo tylko w okolicach policzków, a efekt matu utrzymuje się 3-4 godziny. Dość dobrze gruntuje mineralny podkład, delikatnie wygładza cerę. Nieźle współpracuje z różem, rozświetlaczem czy bronzerem. Nie przesusza, nie wywołuje podrażnień i nie zapycha. Odpowiedni jest do każdej karnacji i dla każdego typu cery nawet wrażliwej. Skład pudru: mika i krzemionka. Mika to naturalny minerał, który odbija i rozprasza światło, dzięki czemu ukrywa niedoskonałości i sprawia, że skóra jest rozświetlona. Krzemionka ma działanie silnie matujące. W moim odczuciu puder nie spełnia swojego zadania.

Podsumowując myślę, że warto zainteresować się kosmetykami marki Amilie ze względu na naturalne składy, przystępną cenę, super pigmentację i wydajność. Jednak u mnie te kosmetyki się nie sprawdziły.

Dajcie znać w komentarzach, jaka jest Wasza opinia. 

Pod lupą-Solange Laboratories

Dziewczyny♥

przyglądam się bliżej kolejnej firmie produkującej naturalne kosmetyki. Solange Laboratories– polski producent naturalnych kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji skóry z problemami. Kosmetyki wyróżniają się indywidualnym podejściem do każdego problemu skóry. Dzięki naturalnym składnikom mam nadzieję że będą skuteczne i nie wywołają podrażnień skóry. Marka oferuje kremy do skóry łuszczycowej, z trądzikiem różowatym, z cerą naczynkową, atopową i bardzo suchą. Nowością, która się wkrótce ukaże to krem na blizny, siniaki i stłuczenia. Miałam przyjemność poznać bliżej dwa kremy: do pielęgnacji skóry z trądzikiem różowatym oraz do skóry bardzo suchej.

Krem do twarzy z trądzikiem różowatym

Gęsta konsystencja kremu szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu. Zapach jest dość specyficzny, wyczuwam nutki słodko-ziołowe,które są bardzo subtelne. Krem nie wywołał u mnie podrażnień ani uczulenia. Dzięki przemyślanym i idealnie dobranym składnikom wzmacnia naczynia krwionośne i zmniejsza ich nadreaktywność. Doskonale nawilża i odżywia skórę, łagodzi i redukuje zaczerwienienia, które posiadam na policzkach. Krem pozostawia miękką skórę i miłą w dotyku. Nie matuje, mnie to nie przeszkadza, ponieważ krem aplikuję codziennie podczas wieczornej pielęgnacji.

Składniki zawarte w kremie to:

Bisabolol-działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, łagodzi podrażnienia
Granat-doskonały antyoksydant
Kurkuma-chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, działa przeciwzapalnie
Winogrono-ogranicza transepidermalną ucieczkę wody chroniąc skórę przed odwodnieniem
Żurawina-wzmacnia naczynia krwionośne oraz działa przeciwalergicznie.

Krem na suchą i zrogowaciałą skórę

Polecany jest do wyjątkowo suchej skóry na piętach, kolanach i łokciach. Najbardziej widoczną różnicę zauważyłam na dłoniach, które z dnia na dzień są bardziej nawilżone i odżywione. Myślę, że kuracja musi być dłuższa, wtedy krem spełnia swoje zadanie. Konsystencja jest mniej gęsta niż wcześniej wspomnianego kremu. Zapach jest przyjemny, najbardziej wyczuwam delikatną woń awokado. Krem szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, delikatnie natłuszcza skórę. Nie lepi się i jest wydajny. Składniki aktywne w kremie, które regenerują, nawilżają skórę to:

Awokado-regeneruje suchą skórę
Konopia-działa nawilżająco i regenerująco
Pantenol-doskonale nawilża,odżywia skórę oraz działa łagodząco.

Zaletą marki są niewygórowane ceny, około 45zł. Do kupienia na stronie producenta.

Kosmetyki tej marki są moim aktualnym faworytem, przyznam również, że jest to mój must-have, jeśli chodzi o specjalistyczną pielęgnację ciała i twarzy.

Znacie kosmetyki tej marki? Co o nich sądzicie?
Dodam, że moja opinia jest szczera i nie sponsorowana.
 

 

Kosmetyki warte swojej ceny

Dziewczyny,

znacie już marki Calluna Medica i Scandinavia Greenline? Jeśli nie, to zapraszam do dalszej części wpisu♥

Minęło trochę czasu od momentu, gdy otrzymałam paczkę od tych firm i mogę przyznać, że oba kremy bardzo przypadły mi do gustu. W moim przypadku sprawdzają się rewelacyjnie. Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że będą to produkty idealne dla mnie. Jest to fantastyczna opcja dla osób, które cenią sobie kosmetyki w pełni naturalne, które nie zawierają parabenów, silikonów czy sztucznych barwników.

Scandinavia GreenLine tworzy naturalne kosmetyki w krótkich partiach, w kosmetykach tej marki znajdziemy tylko naturalne komponenty, wszystkie kosmetyki posiadają certyfikat Ecocert, dzięki czemu są bezpieczne i odpowiednie do każdego rodzaju skóry.

Bezzapachowy krem pod oczy ujął mnie minimalistycznym i eleganckim szklanym opakowaniem. Posiada higieniczną pompkę, dzięki której aplikujemy odpowiednią dawkę kremu. Konsystencja jest gęsta, krem zawiera kofeinę i ekstrat z winogron, które mają poprawiać krążenie i likwidować cienie pod oczami. Dobrze współpracuje z mineralnym podkładem, korektorem i pudrem matującym, który w okolicach oczu nie roluje się i nie zbiera się w zmarszczkach. Krem nawilża i rozjaśnia skórę wokół oczu, delikatnie napina skórę. Krem mnie nie uczulił i nie wywołał podrażnień. Przeznaczony jest do każdego rodzaju cery.

Cena kremu to koszt 80zł, ale myślę że warto w niego zainwestować. Jest świetny i działa rewelacyjnie.

Misją marki Calluna Medica jest zapewnienie naszej skórze wsparcia w utrzymaniu zdrowej i pięknej skóry, eliminowaniu oznak zmęczenia i starzeniu się skóry. W maskach i kremach stosowane są jedynie naturalne składniki najwyższej jakości. Są to kosmetyki luksusowe, krem który dla Was recenzuję kosztuje 240zł.

Opakowanie produktu jest szklane, z pompką dzięki, której aplikujemy potrzebną ilość kremu. Konsystencja jest gęsta, krem bardzo przyjemnie pachnie, dość długo się wchłania, ale dla mnie nie jest to minus, skóra pozostaje miękka i nawilżona.
Dzięki naturalnym składnikom takim jak chmiel, drożdże piwne, szałwia, tymianek krem jest idealny dla skóry mieszanej i tłustej, działa bakteriostatycznie, czyli ogranicza powstawanie wyprysków. Krem rozjaśnia skórę, wycisza drobne niedoskonałości, łagodzi podrażnienia, działa tonizująco, odżywia i rewitalizuje. Niestety nie ma efektu matu. Krem nie wywołał u mnie uczulenia ani podrażnienia.

Dziś przedstawiłam Wam moje odkrycia, które zagoszczą w mojej kosmetyczce na dłuższy czas.

Czy ktoś z Was miał przyjemność testować te produkty?

NaturalMe-naturalne kosmetyki

Cześć dziewczyny♥

początek roku mija mi na testowaniu pokaźnej ilości kosmetyków, odnalazłam wiele perełek i mam wam do opowiedzenia o moich urodowych faworytach. Ten post poświęcony jest marce NaturalMe. Jest to polska marka naturalnych kosmetyków. Przyjrzymy się glince czerwonej i malinowemu peelingowi do ciała. W ofercie marki możemy znaleźć oleje, peelingi, glinki, mydła oraz kosmetyki dedykowane do włosów.

Zbliżająca się wiosna motywuje mnie, aby jeszcze bardziej dbać na co dzień o moją skórę. Malinowy peeling to istne cudo! Olej arganowy i masło shea nawilżają i natłuszczają skórę, olej z malin uwodzi zapachem, używanie go to sama przyjemność. Skóra po peelingu pozostaje miękka, gładka, nawilżona i natłuszczona. Skóra pięknie pachnie i jest miła w dotyku. Nie ma potrzeby aplikować balsamu. Konsystencja jest dość gęsta, wystarczy kropla wody i łatwiej wyjąć kosmetyk z opakowania. Drobineczki cukru i malin rozpieszczają moją skórę i umilają kąpiel.

Glinki genialnie oczyszczają skórę, ponieważ posiadają właściwości absorpcyjne. Jest polecana do cery tłustej, mieszanej i trądzikowej. Glinka czerwona jest bogata w tlenki żelaza, minerały i mikroelementy. Glinka NaturalMe ma sypką konsystencję, którą należy wymieszać z letnią wodą i olejkiem. Pozostawić na 10 minut i umyć twarz ciepłą wodą. Zapach jest słabo wyczuwalny. Glinka oczyszcza i odświeża skórę, ujednolica cerę, rozjaśnia i poprawia koloryt skóry. Skóra pozostaje matowa i gładsza w dotyku.

Pamiętajmy, że jest kilka istotnych zasad, z którymi warto się zapoznać; możemy aplikować glinkę na wybraną partię twarzy np. na strefę T lub policzki, nie dajmy glinkom zaschnąć na skórze, spryskajmy ją hydrolatem i dodajmy koniecznie kilka kropel olejku, po aplikacji glinki należy nałożyć na skórę krem nawilżający, używajmy glinek raz lub dwa razy w tygodniu.

Moja ocena: kosmetyki spełniają swoją funkcję, moja skóra polubiła się zarówno z glinką jak i peelingiem.

Znacie markę NaturalMe? Czekam na Wasze komentarze!

 

Wieczorna pielęgnacja z marką La&Le

La&Le to polska marka kosmetyków naturalnych, których bazą są zioła, maceraty roślinne i ziołowe, odwary i napary. Są robione ręcznie i w małych partiach, termin ich przydatności to około 6-16 tygodni. Kosmetyki są przyjazne dla weganek i nie mają w składzie konserwantów. Opakowania są subtelne o prostej formie. Zwracam szczególną uwagę na kilkuetapową wieczorną pielęgnację, oczyszczoną buzię przygotowuję do dalszych pachnących, przyjemnych zabiegów pielęgnacyjnych, nawilżających i ujędrniających. Zapowiada się całkiem pokaźna recenzja, jeśli jesteście ciekawe to zapraszam do dalszej części wpisu.

Hydrolat z kwiatu rumianku i bławatka bardzo przypadł mi do gustu. Po oczyszczeniu twarzy spryskuję nim twarz. Wydaje mi się, że po aplikacji hydrolatu skóra staje się lekko napięta. Hydrolat ma dość intensywny ziołowy zapach, łagodzi i wycisza zmiany skórne w postaci małych krostek. Koi i odświeża skórę. Nie podrażnił ani nie uczulił mojej skóry. Ze względu na swoje działanie może być stosowany przez osoby z cerą wrażliwą i alergiczną. Przydatność to kilka tygodni, niestety jest mało wydajny i jesteśmy w stanie go zużyć w czasie 6 tygodni.

Masło kawowe pod oczy jest dla mnie odkryciem kosmetycznym, ma fenomenalny zapach kawy!!, gdy tylko unoszę wieczko zapach pojawia się w całej łazience. Konsystencja jest gęsta, na skórze tworzy się tłusty film, który mi zupełnie nie przeszkadza, w końcu to wieczorna pielęgnacja, ważne, aby kosmetyki miały możliwość wchłonąć się i móc sprawić, aby nasza skóra była zdrowa i pełna blasku. Gdy budzę się rano skóra jest nawilżona, wygładzona i zregenerowana. Kofeina zawarta w kremie jest antyoksydantem i to jej zawdzięczam super działanie. Jedynym minusem kremu jest jego ogromny pojemniczek pomimo codziennej i nie oszczędnej aplikacji, nie jestem w stanie zużyć go w ciągu 16 tygodni. Mniejsze opakowanie było mi mile widziane, ponieważ po prostu szkoda tak rewelacyjnego kremiku.

Pomadką, bez której nie wyobrażam sobie pójść spać to pomadka o zapachu pomarańczy. Cudownie pachnie i ma świetny skład. Masło koi moje usta, które szczególnie zimą są spierzchnięte i suche. Składniki, takie jak masło shea, olej kokosowy, wosk pszczeli, olejek eteryczny nawilżają i regenerują. Usta są miękkie, wygładzone i gładkie. Konsystencja jest gęsta, ale nie sprawia kłopotów, gdy ją aplikujemy.

Masło do ciała o zapachu kwiatów magnolii z oliwą z oliwek to aromatyczne masło, które pomaga mi dbać o skórę całego ciała. Aplikować go można też na przesuszone miejsca; łokcie i stopy. Konsystencja jest gęsta, zapach ma kwiatowy z nutką oliwną. Gdy wydobywam masełko z opakowania, na skórze masło zamienia się w pachnący olejek, który szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu, a skóra jest miękka, nawilżona i gładka.

Jestem ciekawa, czy naturalne kosmetyki znajdują się w Waszej pielęgnacji i po jakie sięgacie. Czekam na komentarze. 

Wszystkie kosmetyki można kupić na stronie producenta; ceny wahają się od 20-40złotych.

Dodam, że moja opinia jest szczera i nie jest sponsorowana.

 

Peelingi do ciała

Dziewczyny♥

dziś startuję z recenzją na temat peelingów do ciała. Jeśli macie ochotę poznać moich faworytów zapraszam do dalszej części wpisu. Obiecuję, że nie będę zbytnio się rozpisywać, gdyż zapewne jest mnóstwo opinii na blogach kosmetycznych, ale być może moja recenzja przypadnie Wam do gustu.

Peeling kawowy Body Boom jest moim faworytem, ponieważ nawilża, wygładza i pielęgnuje.

Składniki: kawa robusta, brązowy cukier, olejek arganowy, olejek makadamia, olejek migdałowy, sól himalajska, witamina E i czekolada.

Peeling ma sypką, jakby mokrą konsystencję, gdy wysypuję drobiny na rękę to niewiele się osypuje, tym samym skuteczniej nakładam go na skórę. Zapach kawy unosi się w całej łazience, niestety brudzi wannę.

Sposób aplikacji: należy zmoczyć skórę, rozprowadzić kolistymi ruchami, poczekać kilka minut i zmyć delikatnie wodą.

Efekt jaki uzyskałam: skóra jest nawilżona, natłuszczona, odżywiona, wygładzona, miękka, przyjemna w dotyku, gładka, peeling zapobiega wrastaniu włosków po depilacji. Na skórze pozostaje tłusty film, nie ma potrzeby aplikować balsamu.

Pozostałe zapachy to: mięta, cynamon, grejpfrut,banan,imbir&pomarańcza,kokos,truskawka. Cena za 100g/29zł.

Body scrub Strawberry&Guava Nacomi; składniki dzięki, którym moja skóra go uwielbia to: cukier, pestki truskawek które usuwają martwy naskórek i wygładzają, masło shea nawilża i natłuszcza, olej arganowy nawilża i odżywia, olej kokosowy nawilża i wzmacnia ochronną barierę lipidową skóry. Peeling ma gęstą i tłustą konsystencję, gdy wydobywam produkt palcami wyczuwalne są pestki truskawek.

Efekt jaki uzyskałam: skóra jest nawilżona, silnie natłuszczona, odżywiona, wygładzona, miękka, przyjemna w dotyku, gładka, peeling zapobiega wrastaniu włosków po depilacji, na skórze pozostaje tłusty film, nie jest konieczna aplikacja balsamu.

Sposób aplikacji: zmoczyć skórę, wmasować, aż cukier się rozpuści i zmyć skórę wodą.

Pozostałe zapachy:kokos,papaja,miód. Cena 30zł/ 200g

Peeling „Love your body”

Naturalne składniki to: ziarno kawy robusta, olej makadamia, olej arganowy, kakao, cukier, sól morska, witamina E. Zapach kokosa bardzo jest wyczuwalny. Konsystencja peelingu jest bardziej sypka niż Body Boom, trudniej jest nałożyć peeling, ponieważ się osypuje.

Sposób aplikacji: należy zwilżyć ciało, wmasować drobinki kolistymi ruchami, pozostawić na 5-10 minut, spłukać ciepłą wodą.

Pozostałe zapachy to: kawa i truskawka.

Efekt jaki uzyskałam: niestety peeling się u mnie nie sprawdził, gdy nałożyłam go na skórę zapowiadał się wyśmienicie, ale gdy zmyłam to moja skóra była zaczerwieniona, podrażniona, długo po kąpieli utrzymywało się uczucie swędzenia, czułam dyskomfort i brak jakiegokolwiek działania. Najwyraźniej jeden ze składników mnie uczulił.

Cena 15zł/100g

Dziewczyny, moja opinia jest szczera, zaznaczam, że jeśli dany kosmetyk się u mnie nie sprawdził, być może u Was będzie działał bez zarzutu.

 

 

Nowość!Pędzle Hulu

Cześć Dziewczyny♥

niedawno na rynku pojawiła się marka Hulu, która przy współpracy z Danielem Sobieśniewskim stworzyła gamę pędzli dla wszystkich obszarów twarzy. Są idealne, aby nakładać kosmetyki o przeróżnych konsystencjach, włosie jest naturalne lub syntetyczne. Każda z Was znajdzie coś dla siebie, są w miarę przystępne cenowo, można je zakupić w drogeriach internetowych. Wybrałam te pędzle, które zachwyciły mnie najbardziej, gdyż mój makijaż jest subtelny i minimalistyczny. Chciałam się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami, więc zapraszam do dalszej części wpisu.

Wizualnie pędzle prezentują się bardzo ładnie, trzonki pędzli są wykonane z naturalnego drewna, solidnie połączone z aluminiową skuwką, cieszą oko, gdy się na nie patrzy.

Pędzel P10 jest przeznaczony do pudrów sypkich, prasowanych, brązujących oraz mineralnych. Włosie jest syntetyczne, bardzo miłe w dotyku o średniej gęstości. Jest to dosyć puchaty pędzel, aplikacja mineralnych podkładów czy pudrów metodą stemplowania czy okrężnymi ruchami nie sprawia kłopotu, pędzel nie podrażnił mojej skóry. 17,5 cm to całkowita długość pędzla, jest lekki i poręczny. 

 

Pędzel P24 jest przeznaczony do konturowania oraz aplikacji rozświetlacza, włosie jest puchate, o nieco wydłużonym stożku. Jest mięciutki, o syntetycznym włosiu, które nie podrażnia skóry. Umożliwia precyzyjne nałożenie kosmetyku nie robiąc smug czy plam. Pędzel nie gubi włosia, trzonek jest drewniany z aluminiową skuwką, jest lekki i poręczny. 17,6 cm to całkowita długość pędzla. 

 

Pędzelel P36 jest przeznaczony do blendowania i rozcierania cieni na powiece. Lekko zaokrąglony czubek i kształt drobnego wachlarzyka ułatwia blendowanie i rozcieranie cieni. Jest to pędzelek o naturalnym kozim włosiu, jest niezmiernie milutki, dobrze się z nim pracuje i nie gubi włosia. 18,2 cm to całkowita długość pędzla. 

 

Jak myć pędzle, aby służyły nam jak najdłużej i aby nie straciły swojego kształtu?

  1. Pędzelki myję wyłącznie w ciepłej wodzie używając delikatnego olejku do kąpieli. Czysty pędzel nie powinien puszczać żadnego koloru.

2. Osuszam pędzelek papierowym ręcznikiem wzdłuż ułożenia włosia, suszę w pozycji pionowej, przydatne są specjalne stojaki do suszenia

pędzli.

 

3. Pędzle przechowuję w specjalnych osłonkach dzięki nim, włosie nie traci kształtu podczas procesu suszenia czy przechowywania.

Jestem oczarowana jakością tych pędzli, przyjemnie się z nimi pracuje, prezentują się bardzo solidnie, ładnie wyglądają, mogę Wam polecić pędzelki mając nadzieję, że Wam również przypadną do gustu, dajcie znać czy już jest Wam znana marka Hulu i czy się u Was sprawdzają.

Dodam, że moja opinia jest szczera i nie jest sponsorowana.

 

HAUL WŁOSOWY

Dziewczyny♥

na co dzień moje włosy nie sprawiają mi kłopotów, więc moja pielęgnacja jest podstawowa, czyli myję skórę głowy szamponem, oczyszczam peelingiem i nakładam odżywkę. Pamiętam, że odżywkę aplikujemy na włosy od linii uszu do końcówek. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat naturalnych produktów marki Siberica, zapraszam do czytania.

Oczyszczanie skóry głowy scrubem przyznam jest dla mnie nowością, seria rokitnikowa zawiera najcenniejszy rokitnikowy olej tłoczony z nasion i owoców. Ciekawostką jest, że najbardziej dorodne owoce daje rokitnik uprawiany w Kanadzie i na Syberii. Olej z rokitnika skutecznie pielęgnuje skórę głowy, ze względu na to, że wzmacnia cebulki włosów. Olej rokitnikowy jest bogaty w witaminy A,E,K,P, kwasy tłuszczowe 3-6-7-9 oraz flawonoidy.

Raz w tygodniu przed umyciem włosów stosuję produkt na skórę głowy, scrub sprawia, że moja skóra jest oczyszczona, składniki odżywcze lepiej wnikają w skórę, peeling reguluje pracę gruczołów łojowych, zapobiega łupieżowi, złuszcza naskórek i przyczynia się do szybszego wzrostu włosów. Zachwycił mnie cytrusowo-owocowy zapach i przeźroczysto-pomarańczowa konsystencja z maleńkimi drobinkami, która delikatnie się pieni na skórze, po czym znika.

Sposób użycia: w wilgotną skórę głowy, wmasowuję peeling, po 3 minutach spłukuję produkt i myję włosy szamponem.

Szampon Natura Siberica, którego używam jest przeznaczony dla włosów normalnych i tłustych, moje włosy niestety mają skłonność do przetłuszczania się po dwóch dniach, więc mój wybór był oczywisty, że muszę wypróbować ten szampon.

Rokitnikowy szampon nawilża, regeneruje, odżywia skórę głowy, włosy po umyciu jest łatwiej rozczesać. Włosy wydają się być bardziej błyszczące. Chciałabym zwrócić uwagę na bardzo wyczuwalny zapach mięty, co umila mycie włosów. Zapach jest ziołowo-owocowy z lekką nutką mięty,  ale podczas mycia zapach mięty intensywnie się uwalnia, co daje niewiarygodne uczucie świeżości. Oprócz dobroczynnemu olejowi z rokitnika, szampon w swoim składzie zawiera; olejek arganowy, który zapewnia włosom wytrzymałość i połysk, malina i głóg pomagają przywrócić włosom odpowiedni poziom nawilżenia. Wspomniana mięta pieprzowa i herbata kurylska, oczyszczają skórę głowy oraz stymulują jej ukrwienie. Po umyciu włosy pięknie pachną. Konsystencja szamponu jest dość gęsta w porównaniu do dostępnych na rynku szamponów, ale gdy pojawia się woda zaczyna się pienić i łatwo można umyć włosy. Kolor szamponu jest uroczy, a mianowicie żółto-pomarańczowy.

Szampon i scrub nie obciążają włosów, nie zawierają silikonów, parabenów, SLS.

Kosmetyki Natura Siberica możemy zakupić w drogeriach internetowych i w Rossmanie w cenie około 25zł.

 

W 2018 roku stawiam na naturalne kosmetyki, więc oba produkty odnalazły swoje miejsce na mojej półce łazienkowej. Dajcie znać czy u Was też się sprawdzają. Dodam, że moja opinia jest szczera i nie jest sponsorowana.

 

 

 

Sylwestrowe glow i grudniowe nowości

Dziewczyny♥

już za kilka dni będziemy świętować Nowy 2018 rok, w grudniu do mojej kosmetyczki wpadło kilka nowości, a sylwestrowa noc sprzyja makijażowemu szaleństwu, oto moja propozycja kosmetyków glow! Dzięki Mikołajowi testuję otrzymany prezent czyli namiot do robienia zdjęć. Ciekawa jestem jakie będą efekty?!

 

Nowością, którą ostatnio testuję jest krem rozświetlający marki Resibo, dzięki któremu uzyskujemy efekt naturalnego blasku, skóra zdrowo i delikatnie się mieni. Krem aplikuję jako bazę, produkt dobrze współpracuje z innymi kremami pielęgnacyjnymi. Krem rozświetla i nawilża skórę. Widoczne pojedyncze drobinki dają taflę subtelnie mieniącej się skóry, która optycznie wydaje się gładsza. Krem jest idealny dla różnych rodzajów karnacji. Moja skóra jest mieszana, więc aplikuję go jedynie na policzki i omijam strefę T.

Moją perełką wśród błyskotek jest sypki rozświetlacz marki Wibo Selfie Loose Shimmer, który będzie moim nieodzownym elementem sylwestrowego makijażu. Rozświetlacz jest miałkiej konsystencji, wydaje się delikatnie brokatowy, ale daje złotą, subtelną taflę na kościach policzkowych. Skóra jest rozświetlona, pełna blasku, produkt aplikuję również w wewnętrzny kącik oka, pod łuk brwiowy oraz na łuk kupidyna. Opakowanie jest malutkie, idealne do torebki, gdy otworzymy pojemniczek wystarczy przekręcić blokadę i wysypać na wieczko odpowiednią ilość, a dla mnie najlepszym rozwiązaniem aplikacji produktu to wklepywanie produktu palcem.

 

Kolejną moją propozycją, aby błyszczeć jest paleta do konturowania marki MAKEUP REVOLUTION, która zawiera róż i rozświetlacz jednocześnie, kolory tworzą gradient od koloru beżowego po brzoskwiniowy; mój odcień to SUNLIGHT MOOD LIGHTS. Opakowanie jest solidne i plastikowe, w palecie odnalazłam matowe odcienie, ale gdy kolor pojawia się na policzku drobinki subtelnie rozjaśniają i rozświetlają cerę, kolor beżowy aplikuję w okolice pod oczami i na kości policzkowe. Produkt delikatnie się osypuje, gdy aplikujemy go przy pomocy pędzla.

Metaliczna pomadka marki Golden Rose umila mi codzienny makijaż, kredka ma przyjemną i gładką formułę. Po aplikacji pomadki usta są pokryte intensywnym kolorem dzięki zawartym pigmentom, kredka pozostawia metaliczny efekt na ustach. Komfortowo nosi się ją na ustach, nie skleja ich, dosyć długo utrzymuje się na ustach, mój ulubiony odcień to 02 w kolorze, który wpada w różowo-brązowe tony. Pomadkę można temperować. Kredka w składzie zawiera masło shea i witaminę E, które doskonale nawilżają usta.

Dodam, że moja opinia jest szczera i nie sponsorowana.

Recenzja jest dość krótka, ale sądzę, że moja propozycja rozświetli każdy sylwestrowy makijaż!

 

 

POD LUPĄ: NOWOŚCI Z GOLDEN ROSE

 

Mat czy błysk? Błysk czy mat? Trend matowych makijaży wciąż króluje w codziennych i wieczorowych stylizacjach, ale myślę, że trzeba to przełamać. I tak rozpoczęłam swoją przygodę z subtelnie rozświetlonym makijażem. Dobra jakość i przystępna cena zachęca mnie do zakupu i testowania kosmetyków marki Golden Rose. Kilka produktów miało swoją premierę, zatem zachęcam do czytania….

 

 

 

Pierwszym nieodzownym elementem mojego makijażu jest co prawda matujący! puder Long Wear Finishing Powder. Puder jest moim odkryciem, nie bieli, utrwala makijaż na wiele godzin, jest transparentny, stapia się ze skórą mimo białego koloru, ma aksamitną i miałką konsystencję. Matuje na wiele godzin, nie zapycha porów i jest wydajny. Współpracuje z moim ulubionym podkładem i kremem. Nadaje się do bakingu, czyli modelowania twarzy pudrem. Uroczy puszek dołączony pod wieczkiem umila nakładanie pudru. Moja cera jest kapryśna, a mimo to kosmetyk sprawdza się rewelacyjnie.

Metaliczny cień do powiek w płynie zastąpił moje ulubione prasowane cienie, subtelnie się mieni na powiece, daje metaliczne wykończenie. Produkt ma lekką formułę, nie sprawia kłopotów w aplikacji, nie zastyga szybko, więc można budować intensywność cienia, jaką chcemy uzyskać. Długo utrzymuje się na powiece, nie ściera się i nie roluje. Nakładam go przy pomocy aplikatora i rozcieram palcem. Niewiele trzeba, aby uzyskać delikatnie mieniący się look i rozświetlone spojrzenie.

Moim kolejnym faworytem jest metaliczny rozświetlacz w płynie, aplikuję go z umiarem, gdyż moja cera lubi się świecić. Nakładam go m.in. na kości policzkowe, grzbiet nosa, łuk kupidyna i pod łuki brwiowe oraz aplikuję go w wewnętrznym kąciku oka. Produkt ma lekką formułę, łatwo się rozprowadza, długo utrzymuje się na twarzy, daje efekt błyszczącej tafli. Uzyskujemy nienachalny mieniący się efekt. Nakładam go przy pomocy aplikatora i rozcieram opuszkami palców. Dostępny w 4 odcieniach.

Pomadka w kredce Smart Lips doskonale nawilża i nadaje ustom delikatny kolor. Mój ulubiony odcień to nr 2 w kolorze nude. Chętnie po nią sięgam ze względu na właściwości nawilżające. Produkt jest wzbogacony o masło shea i witaminę E, dzięki czemu odżywia usta. Pomadka ma kremową i miękką konsystencję, którą przyjemnie się aplikuje. Jest niewyczuwalna i lekka w noszeniu. Ma satynowe wykończenie. Sztyft w formie stożka jest dość gruby, pomimo to precyzyjnie i gładko produkt rozprowadza się na ustach. Wszystkie opakowania kosmetyków są skromne i gustowne.

Podsumowując, kosmetyki marki Golden Rose sprawdzają się w 100% i są godne polecenia. Praca z nimi to sama przyjemność. Wiadome jest że każda z nas musi odnaleźć swój ulubiony odcień. Dodam, że moja opinia jest szczera i nie sponsorowana.

 

Napiszcie jakich produktów używacie i czy jesteście zadowolone!

 

BeOrganiczna pielęgnacja

Post dedykuję fankom naturalnej pielęgnacji, cieszę się, ponieważ mamy wielkie boom na kosmetyki o naturalnych składach. Mając lat 25+ warto zwrócić większą uwagę na pielęgnację skóry wokół oczu, ponadto wybierając krem, oczywiście kierujmy się potrzebami naszej skóry.

Be Organic jest naszą rodzimą polską marką, w kosmetykach odnajdziemy wyciągi z roślin długowiecznych, wiecznie zielonych i przystosowanych do życia w ekstremalnych warunkach. W składzie znajdują się również naturalne oleje, znane ze swoich właściwości odżywczych i roślinne substancje stosowane w łagodzeniu problemów skórnych, bezpieczne dla skóry wrażliwej i alergicznej. Kosmetyki o przyjemnej konsystencji i delikatnych zapachach zamknięte są w biodegradowalnych opakowaniach, dla mnie na plus, bo dbamy o środowisko. Dedykowane są dla kobiet świadomych i aktywnych, które stawiają na naturalność i pewność siebie.

Krem do rąk korzeń maca i masło cupuaçu miło mnie zaskoczył. Formuła kremu jest gęsta, przyjemnie pachnie, szybko się wchłania nie pozostawiając lepkiej ani tłustej warstwy.

Składniki zawarte w kremie to: korzeń maca, który nawilża i redukuje oznaki starzenia, masło cupuaçu, które rewitalizuje skórę dłoni, olej migdałowy wygładza i łagodzi podrażnienia, olej jojoba regeneruje oraz Bisabolol łagodzi podrażnienia, gdy nasze dłonie są narażone na nieprzyjemne warunki atmosferyczne. Pozostawia odżywioną i nawilżoną skórę dłoni. Nie odczuwam już dyskomfortu suchych rąk. Jest bardzo wydajny, jego subtelny zapach umila pielęgnację. Krem jest przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry dłoni i rąk oraz jest hypoalergiczny.

 

Serum pod oczy olej makadamia&centella jest kosmetykiem, który polubiłam i mogę mu zaufać. Formuła serum jest lekka i półpłynna, gdy rozsmarowujemy w okolicach oczu i powiek zamienia się w przeźroczystą emulsję. Ma delikatnie orzechowy zapach. Kolor produktu to złamana biel, wielkim udogodnieniem jest pompka, która dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Preparat szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Nie podrażnił ani nie uczulił okolic oka. Jak działa? Nawilża, regeneruje, lekko napina skórę wokół oczu, być może przy dłuższym stosowaniu zniweluje drobne zmarszczki.

Dopiero zaczynam przygodę z kosmetyki Be Organic, ale jestem pewna że pozostaną ze mną na dłuższy czas. Kosmetyki można zakupić na stronie producenta, w aptekach i Hebe. Ceny wahają się w przedziale 20-50 zł.

 

Dajcie proszę znać jakie Wy stosujecie kremy na skórę wokół oczu.

 

Dodam, że moja opinia jest szczera i nie sponsorowana.